4.1.18

Jednego dnia mój zakwas oszalał :-)

Chleba można się uczyć chyba całe życie. Nie jestem w stanie zliczyć ile razy medytowałam pod piecem i ile razy analizowałam każdy bochenek bo to wcale nie jest tak, że za każdym razem chleb wyjdzie taki sam o idealnym miękiszu i perfekcyjnym wyglądzie. Ostatnio mój zakwas zaszalał kilkukrotnie w ciągu jednego dnia więc w ciągu dwunastu godzin! Dokarmiłam raz a on urósł po dwóch godzinach. Szkoda było się go tak zwyczajnie pozbywać więc pomyślałam sobie, że nastawie zaczyn ale gdy to czyniłam miałam nadzieje robić ciasto właściwe następnego dnia a tu okazało się, że mój zaczyn rósł jak szalony i nie można było zostawić go do rana to wyjęłam mąki z szafki i zarobiłam ciasto. Kilka razy złożyłam, naciągnęłam i fruu z ciastem do kosza i lodówki. Nadzieja na ranne pieczenie, na pachnące śniadanie i znowu mimo temperatury lodówkowej chleb zaszalał i rósł jak zwariowany więc przyglądając mu się wiedziałam, że to już czas by włączyć piekarnik i takim trafem siedziałam pod piekarnikiem do 3:00 nad ranem by rano cieszyć się pyszną kromką :-) Podobno czasem się tak zdarza choć ja miałam taki przypadek pierwszy raz. W Nowym Roku zabieram się za chleby na mąkach zapomnianych czyli płaskurce i szamopszy. Nie mam jeszcze na ich temat żadnej konkretnej wiedzy ale już coś wiem o ich pochodzeniu, ilości białka, glutenu i ich elastyczności i myślę sobie kiedy zakasać rękawy i ukręcić ciasto choć wolałabym mimo wszystko je zagniatać :-)
Chleb ze zdjęć to chleb z Vermont, którego przepis znajdziecie tutaj klik. Polecam go bardzo bo jest fajny w konsystencji chociaż próbowałam już różnej hydracji i ten chyba jest bardziej mokry niż ten z przepisu. Próbujcie swoich sił i trzymajcie kciuki za moje kolejne doświadczenia :-)


4 komentarze:

Dziękuję za odwiedzenie mojego bloga.

INSTAGRAM

Copyright © 2017 Smaki Alzacji