Winny rabarbar zamknięty w słoiku

8/01/2017

Winny rabarbar zamknięty w słoiku

Ten przepis robiłam rok temu dla firmy Weck Polska. Pamiętam jak obawiałam się wytrawnego wina w tym przepisie, wydawało mi się wtedy, że rabarbar stanie się bardzo cierpki co również zależy pewnie od gatunku winogron z jakiego zostało wyprodukowane ale karmelizacja cukru, którą notabene polubiłam w wielu przepisach kulinarnych dała tę moc i rabarbar był idealny! Nie jest ulepkiem, jest słodki ale zrównoważony i lekko wytrawny a ja pokochałam jego smak. Gotowany jest dość krótko więc nie ma prawa się rozpaść, no chyba że użyjecie bardzo cienkich łodyg, wówczas taka szansa istnieje ale ja polecam właśnie te grubasy, wyglądające na zdrewniałe bo to one dadzą efekt w słoiku a podczas pasteryzowania dojdą do siebie. Z tym rabarbarem robiłam panna cottę, której przepis  możecie zobaczyć tutaj
Winny rabarbar

Składniki: na 2 słoiki
  • 500g rabarbaru
  • 500ml różowego wytrawnego wina
  • 300g cukru trzcinowego
  • sok z jednej cytryny
  • skórka z jednej cytryny
Cukier przesyp na patelnie o dużej powierzchni, doprowadź do karmelizacji.
Gdy cukier będzie całkowicie roztopiony, dodaj wino, sok z cytryny oraz startą drobno skórkę i gotuj do czasu aż odrobinę się zredukuje.
W tym czasie oczyść i opłucz rabarbar, osusz z wody ręcznikiem papierowym i pokrój na kawałki pasujące do Twojego słoika, ułóż go na winnym sosie. Gotuj przez 6 minut na wolnym ogniu, tak by rabarbar nie zdążył się rozpaść.
Przełóż rabarbar delikatnie do słoików i zalej go winnym syropem. Pasteryzować w temperaturze 75°C przez 15 minut. Pamiętajmy aby słoików WECK nie odwracać do góry dnem. Klipsy można zdjąć po 24 godzinach od zawekowania.
Podczas całego procesu warto przestrzegać dobrych praktyk wekowania.
Smacznego.
O "szklanej malinie" słów kilka

7/31/2017

O "szklanej malinie" słów kilka

Moja ukochana malina o pięknej nazwie "żelka", "szklana" czy też "perłowa" nie jest taką oczywistą maliną się okazało :-) Tyle osób mnie już pytało o ten gatunek maliny, że przy wczorajszym zbiorze i nachylaniu się, bardzo nisko pod krzewem zauważyłam wsadzoną w ziemie przeze mnie zresztą 3 lata temu plastikową etykietę z nazwą. Okazuje się, że moja cudowna perłowo żelkowa malina nie jest maliną a jeżyną rdzawą i to nie taką sobie zwykłą bo odmiana jest rodu azjatyckiego czyli smaki mojego podniebienia - może dlatego tak sobie ją ceniłam i może dlatego była moją ulubioną, kto wie :-)

Jeżyna rdzawa wywodzi się z Korei oraz Japonii dlatego nie bez powodu nazywana jest jedną z najpiękniejszych azjatyckich odmian! Ma bardzo długie pędy, sięgające nawet do 3 metrów, które są pokryte włoskami w różnych odcieniach czerwieni, ma lepką śluzówkę stąd podczas zbierania owoców całe dłonie stają się lepkie i stąd też moja nazwa własna " żelki" Jeżyna podobno owocuje w 3 roku po zasadzeniu ale u nas owocowała już w drugim. Gdy ją wsadziliśmy nie lubiłam tego krzewu bo strasznie kuł w ręce, później obawiałam się, że będzie się sam rozrastał po całej działce jak dzika malina z którą do tej pory walczę ( choć krzew jeżyny wbrew pozorom również zaliczamy do dzikich )ale gdy po raz pierwszy jeżyna owocowała zakochałam się w niej na amen i teraz marzę by rozrosła się po całym płocie! Jeżyna rośnie dziko na terenach Stanów Zjednoczonych, głównie gór Appalachów. Są jednymi z łatwiejszych zidentyfikowanych dzikich jadalnych roślin.Krzew należy do gatunku odpornego na choroby i szkodniki.

Nie wymaga jakiejś specjalnej gleby, wystarcza jej ziemia ogodnicza, stanowisko słoneczne najlepiej gdzieś gdzie będzie mogła się piąć po drabince, kratce czy płocie.

Makaron ryżowy z grzybami mun i krewetkami w Lunchboxie

7/27/2017

Makaron ryżowy z grzybami mun i krewetkami w Lunchboxie

Z firmą TwójLunchbox współpracuje od bardzo dawna, nie pamiętam nawet jak to się zaczęło w każdym razie z pudełkami na wynos jestem za pan brat i tworzę do nich przepisy, zdarzało się że z ich wykorzystaniem prowadziłam również warsztaty. Czasami są to przepisy które pokazuję również na blogu w innej wersji zdjęciowej bo we współpracy bardziej chodzi o pudełko niż potrawę - chcemy pokazać, że pudełko nie musi być nudne, może być kolorowe i zachęcające a przede wszystkim, że na wynos nie musimy przygotowywać tylko kanapek bo przecież mogą to być desery, ciekawe obiady i śniadania które można podgrzać w pracy jeśli ktoś ma taką możliwość. Pojemniki są w większości przystosowane do mikrofal a także zmywarek. Mam mnóstwo pojemników na wynos w domu i pomyślałam, że fajnie by było wrzucać również posty z ich uwzględnieniem, może a nóż ktoś z Was się zainspiruje i pokusi o posiłek na wynos. Współpracując z firmą mogę tylko rzec, że pojemniki, butelki czy termosy w każdym przypadku sprawdziły się w naszych podróżach, na naszym ogrodzie czy w pracy i uważam, że są po prostu świetne, można im zaufać, nigdy nic się nie wylało, nie przeciekło i nie zmieniło swojego zapachu np przez styczność z metalem. Pojemnik/termos Lunchbots, który widzicie na zdjęciu jest jednym z moich ulubionych i zwykle po niego sięgam gdy chcę zabrać ze sobą danie jednogarnkowe czy zupę. Dziś prezentuję makaron ryżowy z grzybami mun i krewetkami i bardzo zachęcam do innych posiłków niż tylko kanapki w pracy :-)


Makaron ryżowy z grzybami mun i krewetkami
  • 250g ugotowanego makaronu ryżowego
  • 12 oczyszczonych krewetek
  • 1 łyżka drobno startego imbiru
  • 2 ząbki czosnku
  • płatki chili
  • 1 łyżka oliwy
  • 1 łyżka jasnego sosu sojowego
  • świeża kolendra
Krewetki rozmrozić, osuszyć, pozostawić ogonki. Imbir i czosnek posiekać, papryczkę chili posiekać w drobną kosteczkę.Na patelni podgrzać olej, włożyć imbir i czosnek i mieszając lekko zrumienić na umiarkowanym ogniu.Wrzucić krewetki, doprawić sosem sojowym i chwile smażyć. Dodać płatki chili i wymieszać. Dodać makaron ryżowy i smażyć przez pół minuty. Przełożyć na talerz lub do pojemnika na wynos i udekorować świeżą kolendrą. Smacznego!



Ogród to miejsce w którym odpoczywam.

7/26/2017

Ogród to miejsce w którym odpoczywam.


Odkąd pamiętam chciałam mieć działkę, taką z mnóstwem kwiatów, z krzaczkami owocowymi i takim prawdziwym domem, w którym można coś ugotować, wyjąć z lodówki zimne piwo i upiec muffiny kiedy się chce. Dziś taką działkę mam, tak mi się wydaje przynajmniej bo nie jest ona w pełni moja lecz mojego partnera. jednak kocham ją ponad wszystko i czuję się tam szczęśliwa gdy tylko przekraczam jej progi. Kiedy ją kupiliśmy a właściwie przejęliśmy po mamie R. była zaniedbana, mamy już nie było i nie miał kto jej pielęgnować.




Od tamtej pory bardzo dużo się na niej zmieniło, dom jest przystosowany do normalności wewnątrz. Można tam spać, wziąć prysznic, skorzystać z toalety, ugotować obiad, upiec ciasto i biesiadować przy najpiękniejszym stoliku kawowym, który przyjechał z bardzo daleka a przywiózł go R.
Dwa lata temu zapragnęłam warzyw i ich sadzenia - zaczęło się od pomidorów, o których pojęcia nie miałam i chyba nadal mi go brak, no chyba że skupiamy się tylko na ich smaku :-) zaczęłam "uprawiać" koktajlowe i z niewiedzy powstało pomidorowe pole, po prostu jeden wielki busz ale nie powiem bo rosły jak szalone, bez podparcia pokładały się jedne na drugich ale owoców było całe mnóstwo! Powstały z nich te w oliwie pieczone w ogrodowym piekarniku, kiszone, których jeszcze nie zdążyłam spróbować i jadłam je każdego dnia by się nie zmarnowały - były pyszne!
Kolejnego roku zasiały się same z pestek pozostałych gdzieś w ziemi ale z obawy buszu, powyrywałam wszystkie jak chwasty! Sadziłam jarmuż, który był piękny i dorodny, którego zresztą nikt nie jadł i jakoś po dłuższym czasie go wykopałam. Sadziłam sałatę, która przez deszcze niestety zgniła i cały czas walczę z czosnkiem niedźwiedzim, który jak na złość nie chce się rozrastać samodzielnie!
Ale za to mam najpiękniejsze maliny, które nazywam żelkami bo pięknie się świecą i wyglądają jak sztuczne :-) są lekko kwaśne, pyszne!
W poprzednim roku zakładaliśmy taras który powstał dzięki Tomkowi, Sebusiowi i Rafałowi bo to oni poświęcili mu swój cenny czas i dziś właśnie tam można odpoczywać i relaksować się do woli.

Nie ma jeszcze mnóstwa kwiatów, o których wspomniałam bo cały czas się ich uczę. Czasami wyrwę coś zamiast chwasta, czasami wsadzę roślinę która po jakimś czasie mi się nie podoba bo albo jest za wysoka, albo wygląda nie tak pośród roślin które są obok albo zwyczajnie za szybko przekwita i po chwili już jest tylko zielona. No cóż, człowiek uczy się do końca życia! W każdym razie to jest moje miejsce w którym odpoczywam nawet jeśli trzeba coś kopać, wsadzać i wysadzać.
Najbardziej lubię śniadania o poranku na tarasie przy drewnianym stoliku - jest na kółkach, tak się pochwalę :-) Robimy tutaj imprezy, jest muzyka, są drinki, nawet są tańce i jest po prostu pięknie!
Ucieramy płatki róż :-)

 Ciasto z wcześniej ucieranymi płatkami róży i maliną

A tak wygląda taras wieczorem, uwielbiam te klimatyczne lampy, które oczywiście na zimę są zdejmowane :-)
O zachodzie i wschodzie słońca :-)
W tym roku mój warzywniak trochę zarósł, ale już ogarnęłam temat, wyrwałam chwasty i R. położył folię by już nic na tej części nie trzeba było robić. Moje truskawki nie owocowały już tak jak 2 lata temu więc usunęłam je z ziemi by móc zadziałać kolejnego roku ( mam taką nadzieje ), nie było też w tym roku wiśni przez przymrozki, które dopadły nas w czerwcu ale zerwaliśmy sporą ilość agrestu i porzeczek, czekam teraz na ukochaną malinę i winogrono i mam nadzieje, że jeszcze w tym roku spędzę tam fajne chwile :-) 

P.S  Zdjęcia wykoanane telefonem :-)

Truskawki w syropie herbacianym z dodatkiem wanilii

7/26/2017

Truskawki w syropie herbacianym z dodatkiem wanilii

 Przepis z poprzedniego roku dla Weck Polska i tym samym pyszna propozycja do słoika. Wiem, wiem prawie koniec truskawek ale może jeszcze się Wam uda kupić i zdążycie zaprawić choć kilka takich słodkich herbacianych truskawek - mimo, że syrop nie jest bardzo gęsty, fajnie komponują się z gorącą herbatą ale nie tylko bo i do śniadaniowych naleśników idealne!

Truskawki w syropie herbacianym z dodatkiem wanilii 

Składniki: na dwa słoiczki
  • 500g truskawek
  • łyżka suszu z hibiskusa
  • łyżka suszu z róży
  • 500g wody
  • 500g cukru
  • ziarenka z jednej wanilii
Z hibiskusa oraz róży przygotowujemy napar herbaciany: Przekładamy do garnuszka oba rodzaje suszu i zalewamy wrzątkiem, przykrywamy talerzykiem na kilkanaście minut aż powstanie herbaciany napar. Przecedzamy.
Do wyparzonych słoiczków WECK #996 rozkładamy zaparzony susz i przygotowujemy syrop:  Do rondla wlewamy wodę oraz dodajemy cukier. Gotujemy aż powstanie gęsty syrop cukrowy, dolewamy napar herbaciany, oczyszczone w całości truskawki, ziarenka wanilii  i ponownie gotujemy 5 minut.
Przekładamy do wyparzonych słoików, do środka wkładamy też przeciętą wanilię i zamykamy. Pasteryzujemy na sucho  (25 minut w 115 stopniach) lub na mokro (15 minut) pamiętając o dobrych praktykach wekowania.
Chleb na zakwasie i test piekarnika z funkcją pary.

7/25/2017

Chleb na zakwasie i test piekarnika z funkcją pary.


To nie jest post sponsorowany, zwyczajnie chciałam się z Wami podzielić informacjami dotyczącymi pieczenia w piekarniku z parą. W moim posiadaniu jest od niedawna, zmieniam kuchnię więc zakupiłam model najbardziej pasujący do moich oczekiwań czyli coś co zadowoli mnie w wypieku pieczywa. Firma Elektrolux nie była aż taka przypadkowa, swojego czasu miewałam ich sprzęt a że nigdy mnie nie zawiódł poszłam w ich kierunku tym bardziej, że bywając na warsztatach kulinarnych miałam do czynienia z innymi markami i nie do końca byłam zadowolona z użytkowania sprzętu nawet gdy było to tylko  kilka godzin. Szczerze mówiąc gdy wybraliśmy nasz model piekarnika, strasznie się go bałam...że nie dam rady go obsługiwać, że jest w nim za wiele wszystkich dziwnych funkcji i wiele jeszcze innych dziwnych pomysłów, tak więc piekarnika nie odbierałam z magazynu od stycznia do czerwca- tak, wiem, trochę długo to trwało ale mój remont kuchni będzie dopiero w połowie sierpnia więc nie bardzo gdzie miałabym go trzymać. Dziś jeszcze przed remontem postawiliśmy go na stole w pokoju bez zabudowy i  testujemy.
Wybrałam piekarnik parowy Elekrolux model EOC6851AOX dzięki połączeniu pary 25% i gorącego powietrza 74% gwarantuje że potrawy są soczyste w środku i cudownie chrupiące z wierzchu.Przekonałam się o tym już za pierwszym razem gdy piekłam w nim po raz pierwszy chleb na zakwasie. Upiekł się idealnie, nastawiony czas wystarczył bez wydłużania czasu pieczenia a skórka chleba dzięki funkcji pary była chrupiąca, błyszczała tak jak powinna i była równomiernie wypieczona. Byłam zachwycona, nie da się ukryć, w końcu chleb to moja fobia! Oprócz funcji pary, piekarnik posiada termosondę, która umożliwia precyzyjną kontrolę nad temperaturą pieczonego mięsa co z pewnością przyda się Rafałowi gdy tylko nasza kuchnia przejdzie metamorfozę! Ponadto mogę ustawić sobie 20 pozycji w pamięci piekarnika z których najczęściej korzystam. Urządzenie posiada  system VelvetClosing cichego domykania więc nie muszę się martwić o zbitą szybę podczas mojej nieuwagi no i oczywiście najbardziej ceniona funkcja czyszczenia! Jeszcze nie miałam okazji wypróbować ale na pewno dodam tutaj uwagę gdy już ten proces przebrnę - czyści czy nie czyści bo podobno nie trzeba szorować dzięki funkcji samoczyszczenia pirolitycznego . A oto chleb z piekarnika parowego!



Chleb wiejski
według Moniki Waleckiej

Składniki: na 1 bochenek
  • 125g aktywnego zakwasu pszennego
  • 375g ciepłej wody
  • 350g mąki pszennej o zawartości białka 12%
  • 150g mąki pszennej razowej 
  • 10g soli
 Do miski wlej 350g wody, dodaj zakwas oraz mąkę i wymieszaj do połączenia składników.  Pozostaw do autolizy na 30 minut, następnie posyp ciasto solą i wyrabiaj poprzez naciąganie i składanie przez około 5 minut. Przykryj miskę i odczekaj 30 minut  Po tym czasie ponownie składaj chleb naciągając i kolejny raz pozostaw na 30 minut. Złóż ciasto przynajmniej 3 razy w odstępach 30 minutowych, następnie uformuj bochenek i włóż do kosza wyściełanego ściereczką. Kosz włóż do worka foliowego, dobrze zamknij i wstaw na całą noc do lodówki. Po nocy rozgrzej piekarnik do maxymalnej temperatury - Elektrolux posiada max temperaturę 240'C  i do tak rozgrzanego pieca wkładaj chleb na ok 10 minut, następnie temperaturę zmniejsz do 220' i piecz jeszcze 15/20 minut do zrumienienia skórki. Ja ustawiłam termoobieg 240' z funkcją pary, po 10 minutach zmniejszyłam do temperatury 220' ale cały czas miałam włączoną funkcje pary. Chleb genialny! 

Podstawowe dane techniczne
 
Klasa efektywności energetycznej:
A+
Wymiary w zabudowie (W x S x G) [mm]:
600x560x550
Wymiary WxSzxG [mm]:
594x594x568
Całkowity pobór mocy [W]:
3380
Całkowita długość kabla [m]:
1,6
Napięcie [V]:
220-240
Wymagany bezpiecznik [A]:
16


Pierogi buraczano szczawiowe z ricottą i boczkiem

7/24/2017

Pierogi buraczano szczawiowe z ricottą i boczkiem

Na pewno każdy z Was robi w sezonie pierogi z botwiną. Tak jak wiele gospodyń, tak wiele przepisów. Lato jest po to by eksperymentować i ja właśnie tak dzisiaj uczyniłam! Pęczek botwiny raz! i wyszły pyszne pierożki z nutą męskości bo z boczkiem, całkiem tłustym nawet. Jak to z pierogami bywa, trochę pracy przy nich jest ale myślę, że warto tym bardziej, że lato mamy takie kiepskie...no ale cieszmy się z tego co mamy i bierzmy się do roboty :-)

Pierogi buraczano szczawiowe z ricottą i boczkiem
Przepis własny

Składniki: na ciasto
  • 320g mąki pszennej
  • 200g wrzątku
  • 50g soku z buraków
  • 2 łyżki stopionego masła
  • sól, pieprz 
Wszystkie składniki przełóż do misy miksera i dobrze zmiksuj.
Uformuj kulkę i zawiń w folię spożywczą.

Składniki: na farsz
  • pęczek botwiny
  • pęczek szczawiu ( użyłam w doniczce )
  • mała cebula
  • 250g sera ricotta
  • sól, pieprz
  • 2 łyżki oliwy
Dodatki:
  • wędzony boczek lub słonina
Rozgrzej na patelni oliwę, podsmaż posiekaną cebulkę na złoty kolor, następnie dodaj posiekane buraki. Podsmażaj do czasu aż buraki będą miękkie, na końcu dodaj pokrojone liście botwiny oraz szczaw i duś jeszcze przez chwilę aż liście zwiotczeją. Ostudź i dopiero połącz z ricottą, dopraw do smaku.

Oprósz stolnicę mąką i rozwałkuj ciasto, wycinaj małe krążki, które następnie faszeruj i zlepiaj. Po zlepieniu wszystkich pierożków, zagotuj wodę w dużym garnku, posól i wkładaj partiami pierogi na wrzącą wodę.
Podczas gdy pierogi się gotują, możesz na patelni uprażyć wcześniej pokrojony na cienkie plasterki boczek, będzie potrzebny do polania pierogów przed samym podaniem.
Smacznego.
Pieczone buraki z fetą i jeżynami

7/20/2017

Pieczone buraki z fetą i jeżynami

Jak widać książka ostatnio bardzo przypadła mi do gustu  i dobrze, bo sobie testuje :-)
Ostatnie dni w kuchni są dość lekkie ale tylko prowizorycznie bo okazuje się, że zjadam więcej niż zwykle! To już niestety nie dobrze :-) ale dziś bardzo fajny, pyszny i z moimi ulubionymi składnikami przepis z książki "Warzywo"...ciut zmieniony ale nie za wiele. Zapraszam!
Pieczone buraki z fetą i jeżynami

Składniki: na 2 porcje
  • 3 pieczone w folii buraki
  • 1/3 kostki fety
  • 250g świeżych jeżyn
  • garść świeżych liści mięty
  • garść rukoli
  • łyżka octu balsamicznego malinowego
  • pieprz opcjonalnie ale nie jest konieczny

Buraki pokrój w większą kostkę, przełóż do miseczki i dodaj jeżyny oraz ocet balsamiczny. Wymieszaj i wyłóż na talerz. Pokrusz na wierzch fetę, rzuć miętę oraz rukolę i delikatnie oprósz pieprzem. Odczekaj 30 minut i dopiero zjedz! Smacznego.
Placuszki z kalafiora z jogurtem i sezamem

7/18/2017

Placuszki z kalafiora z jogurtem i sezamem

Dzisiaj zajadałam się kalafiorowymi kotlecikami a ten sezon uważam za naprawdę wykorzystany pod względem zjadania nowalijek i bardzo jest mi z tym dobrze. Nie będę pisać, że coś postanowiłam bo u mnie wciąż jakieś zmiany i dziś mogę pozwolić sobie na zaszalenie w kuchni a być może niedługo znowu na blogu będzie pusto i nudno, nie mogę ostatnio przewidzieć swojego losu, wciąż okazuje się, że gdzieś tam coś czyha co niespodziewanie zmieni mi wszystkie plany i odwróci mi życie do góry nogami. Pewnie, zmiany jak najbardziej są dobre i myślę, że trzeba iść tylko do przodu, pełną parą! Dzisiaj piękne słoneczko za oknem, aż chciało się wstać więc szybciutko wzięłam się za porządki i jestem z siebie dumna bo ostatnio kwestia sprzątania nie była mi po drodze. Czeka nas jeszcze w sierpniu remont kuchni zaplanowany jeszcze w grudniu tamtego roku więc sprzątania będzie jeszcze bardzo dużo! Dzisiaj wypatrzone w książce Dominiki "Warzywo", pyszne i lekkie placuszki kalafiorowe, które robiła moja córka Weronika a ja tylko się zajadałam i fotografowałam.
Placuszki z kalafiora z jogurtem i sezamem
z książki "Warzywo"

Składniki:  
  • 1 duży kalafior
  • 1 pęczek szczypiorku
  • 1 pęczek natki pietruszki
  • 2 jajka
  • 1/4 szklanki startego parmezanu
  • 1/2 szklanki bułki tartej
  • olej do smażenia
  • jogurt do podania
  • czarny sezam
  • świeżo zmielony pieprz
  • sól
Kalafior umyj, obierz z liści i rozdrobnij robotem kuchennym do wielkości ziarenek ryżu. Możesz też posiekać lub zetrzeć na tarce. Szczypiorek oraz pietruszkę drobno posiekaj. W misce rozbełtaj jajka, dodaj kalafior, zieleninę, bułkę tartą i parmezan. Wszystko dobrze wymieszaj, dopraw solą i pieprzem, jeśli masa się zbyt kruszy, dodaj jeszcze jedno jajko, wymieszaj ponownie i formuj niewielkie, nie za grube placki. Smaż 4 minuty z każdej strony aż będą złotawe. Odsącz z nadmiaru tłuszczu na papierowym ręczniku. Podawaj z jogurtem i lekko uprażonym sezamem.
Smacznego.

Letni tort truskawkowo malinowy z makaronikami

7/07/2017

Letni tort truskawkowo malinowy z makaronikami

Jutro weekend a na weekend musi być coś słodkiego :-) Zdziałałam dziś tort na akcję Uczymy jak słodzić i muszę Wam powiedzieć,że wcale nie boję się używać cukru! Po pierwsze nie trzeba zaraz zjeść całego ciasta, po drugie po zjedzeniu kawałka czy dwóch można iść popracować do ogrodu, po trzecie wystarczy wprowadzić do swojego życia aktywność i wcale nie trzeba od razu uważać, że się będzie otyłym! Ja słodycze uwielbiam chociaż nie jadam wafelków, batoników i takich tam słodkości ze sklepowych półek jakoś często. Wolę jednak upiec coś w domu bo to zazwyczaj mnie relaksuje i doznaję uczucia szczęścia a gdy jeszcze dekoruje to już w ogóle i tak naprawdę to zjadam kawałek i dzielę się z innymi i jakoś nic mi nie dolega :-)

Letni tort truskawkowo malinowy z makaronikami
przepis własny

Dodatki:
  • 300g świeżych truskawek
  • 250g malin
Składniki: na biszkopt
  • 6 jaj
  • 250g cukru pudru Diamant
  • 200g mąki pszennej
  • 30g kakao
  • 40g mleka
  • 60gmasła
Rozgrzewamy piekarnik do 180'
Jaja zmiksować z cukrem na puszystą masę, mąkę przesiać, mleko i masło razem stopić i odstawić do schłodzenia. Gdy nasza masa jajeczna będzie bardzo dobrze ubita dodajemy powoli partiami przesianą mąkę z kakao i delikatnie mieszamy szpatułą od dołu w górę, następnie dodajemy w dwóch turach stopione masło z mlekiem i również delikatnie mieszamy od dołu w górę. Wykładamy nasz biszkopt na blaszkę wyłożoną papierem do pieczenia,  wstawiamy do nagrzanego piekarnika i pieczemy 20 minut.

Składniki: na krem
  • 345 g masła, w temperaturze pokojowej, pokrojonego na małe kawałki
  • 4 białka
  • 1 i 1/4 szklanki cukru pudru Diamant
  • szczypta soli
Białka  umieścić w misie miksera, dodać szczyptę soli i cukier. Misę ustawić nad kąpielą wodną. Cały czas podgrzewając, mieszać rózgą lub łyżką/widelcem, tak długo, aż cukier w białku całkowicie się rozpuści 
Po tym czasie białka z cukrem ubić dokładnie w mikserze aż masa będzie bardzo gęsta, a beza całkowicie zimna.
Stopniowo, kawałek po kawałku dodawać masło, cały czas miksując aż krem zgęstnieje. 
Składanie tortu:
Blat biszkoptowy położyłam na paterze, posmarowałam go kremem maślanym, następnie dodałam na wierzch dużą ilość pokrojonych truskawek i malin i przykryłam biszkoptem. Z drugim i trzecim biszkoptem zrobiłam tak samo. Resztę kremu zabarwiłam fioletowym barwnikiem i wykończyłam boki oraz wierzch. 

Składniki: na masę makaronikową
  • 200g zmielonych migdałów
  • 200g cukru pudru Diamant
  • 60g odstanych przez jedną noc białek
  • barwnik
Migdały oraz cukier przesiewamy przez drobne sito, to co zostało rozdrabniamy ponownie w mikserze bądź młynku do kawy i przesiewamy raz jeszcze. Dodajemy odstane przez noc białka wszystkie składniki wymieszać i na końcu dodać do gęstej lepkiej masy barwnik.

Składniki: na bezę włoską
  • 230g białego cukru 
  • 50g wody
  • 75g białek odstanych przez noc
  • szczypta soli
  • termometr
Wodę i cukier umieszczam w garnuszku, natomiast białka i sól w misie malaksera.
Termometr ustawiam na 118'C, wstawiam garnuszek z cukrem na wolny ogień i gotuję. Nie mieszałam bo nie ma potrzeby, zawiesina bulgocze sama więc tak na prawdę nie ma większego znaczenia czy będziemy mieszać czy nie. Gdy osiągniemy temperaturę 100'C włączamy mikser z białkami na 8 stopień miksowania nie przerywając go do uzyskania ubitej piany, właściwie puchu tzn "chmurek ". Gdy termometr da znać o uzyskaniu temperatury 118', zdejmujemy z ognia syrop i wlewamy go stróżką do ubijanych białek. Ubijam białka do czasu aż misa od spodu nie jest już gorąca lecz letnia tak że można ją swobodnie dotykać rękoma, wtedy szpatułką łączę białka z kolorową masą makaronikową dzieląc białka na trzy razy. W pierwszym łączeniu białek z masą nie da się mieszać delikatnie bo masa jest zbyt lepka więc można sobie pozwolić na to by do woli wymieszać od góry i spodu jak chcecie ale już w przy drugim dodaniu kolejnej części białek łączymy i mieszamy bardzo delikatnie zgodnie z ruchem zegara unosząc szpatułkę do góry sprawdzając czy masa już lekko opada czy nadal nie. W trzeciej turze staramy się połączyć jak najlepiej białka by nie mieszać zbyt długo, w zasadzie tylko do momentu aż masa będzie opadać jak wstążka- szeroko i gdy ten efekt uzyskamy to jest już koniec mieszania masy. Przekładamy ją do worka i wyciskamy na matę   i teraz najważniejsza sprawa czyli wysuszenie wierzchu ciasteczka. Ja włączyłam piekarnik na 30'C i gdy taką temperaturę uzyskał wyłączyłam piec i wstawiłam blaszkę z makaronikami, po 15 minutach makaroniki były suche i gotowe do pieczenia. Włączyłam ponownie piec na 150'C i siedziałam pod piekarnikiem by od razu być zorientowana, że uzyskał już wybraną temperaturę- dopiero na tym etapie ustawiam czas pieczenia moich makaroników - u mnie jest to 6 minut od czasu uzyskania 150'.
Falbanka powstaje gdy nasze makaroniki rosną, więc jeśli nie są dobrze wysuszone a wstawimy je już do nagrzanego pieca to popękają, uważam moją metodę za najbezpieczniejszą i szybką. Patrząc przez szybkę piekarnika możemy zaobserwować unoszenie się masy i tworzenie tego słynnego rantu o nazwie "falbanka" , u mnie po tych 6 minutach dotykając palcem "falbanki" jest ona nadal miękka ale gdy już wyciągnęłam blaszkę i odczekałam aż makaroniki będą całkowicie zimne (bo muszą być zimne by ładnie odchodziły od maty) to  cała powierzchnia makaroniku była twarda, dopiero po ugryzieniu był miękki miąższ czyli tak jak powinien wyglądać makaronik :)
Polski tatar z orientalnym akcentem

7/05/2017

Polski tatar z orientalnym akcentem

No cóż tatar dedykuję mojej siostrze, która uwielbia mięso szczególnie to surowe! Ciągle wspominamy jak za dzieciaka chowała surową kiełbasę białą pod poduszkę bo była zamrożona i zjadała po cichu by nikt nie widział aż pewnego dnia nastąpiły święta Wielkanocne na które owa kiełbasa była :-) Na szczęście czasy mrożenia minęły i nie trzeba tego już robić, osobiście nie przepadam za mrożonym mięsem i sama też go nie mrożę. Dzisiaj tak się złożyło, że niespodziewanie kurier dostarczył mi paczkę z pysznościami od firmy Krakus i zamarzył nam się tatar - kto jak kto ale siostra zjadła najwięcej :-)

Polski tatar z orientalnym akcentem
przepis własny

Składniki:
  • 100g wołowiny 
  • 3 ogórki konserwowe
  • 1 mała cebula
  • 1/2 łyżeczki kapar
  • żółtko
  • kilka gałązek świeżej kolendry
  • łyżeczka oliwy z oliwek
  • łyżeczka oleju z prażonego sezamu
  • łyżeczka sosu sojowego
  • łyżeczka czarnego sezamu
  • sól, pieprz do smaku
Mięso posiekać, dodać drobno siekane kapary, oliwy, sos sojowy oraz sól i pieprz do smaku. Wszystko wymieszać i odstawić. Ogórki o cebule posiekać, sezam uprażyć na suchej patelni.
Uformować tatar na talerzu, wbić żółtko, skropić odrobiną oliwy z oliwek, posypać sezamem oraz kolendrą.  Dookoła ułożyć siekaną cebulę oraz ogórka.  Podawać z pieczywem lub solo.
Smacznego!
Pieczone pomidory w oliwie palce lizać!

6/29/2017

Pieczone pomidory w oliwie palce lizać!

Zjecie je do kromki chleba z masłem, przygotujecie z nich pyszną bruschette a nawet upieczecie z nimi chrupiącą pizzę...tak zapowiada się dzień, w którym poczujecie się błogo :-)
To nie są suszone pomidory lecz pieczone, z lekko mokrym, słodkawym środkiem, polecam je bardzo bo są naprawdę pyszne i nie dlatego, że robiłam je ja lecz z powodu ich naturalności :-)
Pomidory przygotowane dla firmy Weck Polska











Pieczone pomidory w oliwie

Składniki:
  • 1,5 kg pomidorów kolorowych
  • kilka gałązek tymianku
  • kilka gałązek rozmarynu
  • łyżka trzcinowego cukru
  • łyżka octu balsamicznego
  • oliwa z oliwek do polania wierzchu
  • ulubiona oliwa do zalania
Pomidorki pokrój na połówki, wyłóż na blachę wyłożoną papierem do pieczenia, skrop oliwą z oliwek, octem balsamicznym,posyp cukrem i na wierzch rozkrusz świeże zioła. Tak przygotowane pomidory piecz w nagrzanym piecu do 110' przez około 3 godziny ( UWAGA wszystko zależy od wielkości pomidorów) Następnie przełóż do słoików, dodaj pieczone zioła i zalej oliwą ( Nigdy nie dodawaj świeżych ziół, będą fermentować po kilku dniach i zepsują oliwę! ) Słoiki pasteryzuj około 10 minut od zagotowania się wody.
Smacznego​



Jabłkowo migdałowe rogaliki z Amaretto

6/28/2017

Jabłkowo migdałowe rogaliki z Amaretto

Lubicie pikniki? Ja bardzo chociaż moje pikniki zwykle odbywają się na drewnianym działkowym stoliku, który uwielbiam i za nic w świeci bym nie oddała! Właśnie przy nim relaksuje się najbardziej, uwielbiam jeść przy nich śniadania i popijać kawę tym razem w towarzystwie pysznych rogalików migdałowo jabłkowych :-)


Jabłkowo migdałowe rogaliki z Amaretto
przepis własny

Składniki: na farsz
  • 4 jabłka
  • 200g płatków migdałowych
  • 2 łyżki likieru amaretto
  • 1 łyżka masła
  • 100g cukru trzcinowego
Migdały prażymy na suchej patelni, studzimy i miksujemy na mąkę. Jabłka obieramy, pozbawiamy gniazd nasiennych i prażymy na maśle z cukrem aż się rozpadną. Na koniec dodajemy likier Amaretto i zmiksowane migdały, mieszamy i odstawiamy do ostygnięcia.

Składniki:na ciasto
  • 170g mąki pszennej tortowej
  • 120g masła
  • 2 łyżki mielonych migdałów
  • żółtko
  • 1 łyżka kwaśnej śmietany
Z wszystkich składników zagniatam ciasto jak na kruszonkę, wyrabiam chwilę do połączenia składników i odstawiam zawinięte w folię spożywczą na 30 minut do lodówki.
Po tym czasie ciasto wałkuję w okrąg, podsypując blat mąką i dzielę na trójkąciki które faszeruję masą jabłkowo migdałową i zwijam w rulonik. Zawinięte rogaliki przekładam na blaszkę wyłożoną papierem do pieczenia i piekę 20 minut w temperaturze 180' lub do uzyskania złotego koloru.

Składniki: na polewę 
  • 1/2 szklanki pszesianego cukru pudru
  • 2 łyżki likieru Amaretto
Mieszam składniki widelcem delikatnie ubijając cukier, jeśli jest lukier za gęsty dodaję odrobinę wody. Smaruję za pomocą pędzelka lukier na rogalikach i odstawiam do zastygnięcie jeśli uda się powstrzymać od niezjedzenia!
Smacznego :-)




Pieczona zielona sałatka z kuskusem

6/27/2017

Pieczona zielona sałatka z kuskusem

W końcu piękna pogoda zainspirowała do działania. Ostatnio się leniłam, wiem ale jakoś nie po drodze było mi z kuchnią i gotowaniem.  Dzisiaj pod wpływem emocji szparagowej przygotowałam zielony talerz i wcale nie żałuję bo wyszło pysznie, zdrowo, świeżo i apetycznie!


Pieczona zielona sałatka z kuskusem
przepis własny

Składniki:
  • 1 szklanka suchego kuskusu
  • pęczek zielonych szparagów
  • 400g świeżego bobu
  • pęczek posiekanej natki pietruszki
  • garść posiekanej mięty
  • pół średniego kalafiora
  • 1 mała papryczka chili
  • roszponka opcjonalnie
  • sok z jednej limonki
  • 2 ząbki czosnku
  • 2 łyżki masła
  • sezam opcjonalnie
  • sól, pieprz
Nastawiamy wodę w czajniku, którą zalewamy kuskus. Odstawiamy do wchłonięcia całego płynu. Następnie przesypujemy na blachę wyściełaną papierem do pieczenia i wkładamy do nagrzanego piekarnika do 170' na około 20 minut, dzięki temu pozbawimy kuskusa wody i będzie delikatnie chrupiący. Od czasu do czasu mieszamy kaszę a po upieczeniu pozostawiamy do ostygnięcia.
Bób blanszujemy we wrzątku 5 minut, przelewamy go zimną wodą i obieramy. Kalafior oddzielamy od grubych łodyg i siekamy na drobno. Masło przekładamy na patelnie, następnie dodajemy chili oraz czosnek i  przelewamy tłuszcz do blaszki wyłożonej papierem do wypieków na którą rozsypujemy siekany kalafior, szparagi oraz bób. Mieszamy wszystko razem rękoma i pieczemy 2o minut w temperaturze 180'. W międzyczasie prażymy sezam na suchej patelni, który łączymy z zimną kaszą kuskus. Warzywa pozostawiamy do ostygnięcia, następnie łączymy je z kaszą oraz zieleniną, doprawiamy sokiem z limonki, solą oraz pieprzem, przekładamy na talerze, dekorujemy roszponką i zjadamy! Smacznego :-)

Kolejna Edycja Restaurant Week- restauracja Dobra i Wino

4/22/2017

Kolejna Edycja Restaurant Week- restauracja Dobra i Wino


Akcja Restaurant Week trwa, za nami odwiedzone pierwsze miejsce najlepszych miejskich restauracji w Polsce. Jako Ambasadorka RW miałam przyjemność gościć w poznańskiej restauracji Dobra i Wino mieszczącej się na ul. Za Bramką i był to mój pierwszy raz w tym miejscu. Menu w dwóch wersjach: mięsnej i bezmięsnej. Wystrój lokalu bardzo prosty, przyjemny i bardzo zadowalająca obsługa. Menu wybraliśmy w dwóch wersjach, tej mięsnej i tej wegetariańskiej a więc:

U Rafała:
Przystawka
Wdzięczny łosoś marynowany w cytrusach podawany na grzance pszenno-żytniej z dodatkiem salsy verde
Danie główne
Plastry dumnie dojrzewającego antrykotu brazylijskiego z stęsknionymi czerwcowego słońca pieczonymi warzywami korzennymi z miodem i tymiankiem oraz sos z wędzonej śliwki
Deser
Chłodny duet kokosowo-migdałowy w towarzystwie czekoladowego spełnienia

U mnie:
Przystawka
Karmelizowany burak podawany z delikatną mozzarellą z mleka bawolego zwieńczony miodowym octem balsamicznym 
Danie główne
Risotto w doborowym towarzystwie pieczonej papryki oraz dyni podany z filetem z dorsza z dodatkiem czarnuszki 
Deser
Entuzjastyczne połączenie słodyczy czekolady z kwaśnym posmakiem jagód










Jakie wrażenia:
Dla mnie menu bardzo proste a zarazem bardzo smaczne, bez przepychu i wymysłów. Buraczana przystawka to moja ulubiona przystawka chociaż wykwintny cytrusowy łosoś zwraca na siebie uwagę!
Wołowina u Rafała bardzo delikatna, rozpływająca się w ustach, niestety dla R. trochę za mało :-)
kocham kremowe risotto a to właśnie takie było, papryka w tle zrobiła dobrą robotę, ryba świetnie wysmażona i  wino, dla mnie pyszne chociaż się  na nich zupełnie nie znam ! Znam się za to na deserach i tutaj według nas obu były genialne...lody z kokosową nutą fajnie wkomponowały się w ciężką czekoladę za to lava cake z lejącym środkiem i kwaśnymi owocami to dla mnie niebo w gębie! Perfekt! Polecam bardzo pójść! Bądźmy towarzyscy!

Ważne linki:
Wydarzenie Restaurant Week na Facebooku
Restauracja Dobra i Wino na FaceBooku























INSTAGRAM

Copyright © 2017 Smaki Alzacji